Wszystkie Artykuły Wywiady

Cezary Stypułkowski: O marżach decydują nie tylko banki

W Polsce rozgorzała dyskusja, także z udziałem przedstawicieli świata polityki, na temat oprocentowania kredytów mieszkaniowych. Jej inspiracją była zamieszczona w „Pulsie Biznesu” grafika, z której wynikało, że „marża dla kredytów na zakup nieruchomości w Polsce” wynosi 3,5 proc. i jest znacznie wyższa niż „w pozostałych krajach UE” (od minus 0,65 proc. w Malcie i 0,14 proc. we Francji do 1,68 Danii i 1,88 na Węgrzech). Definicja została opatrzona gwiazdką z objaśnieniem (małym drukiem pod grafiką), że jest to różnica między stopą procentową kredytów i depozytów podawana przez EBC.

Mamy zatem do czynienia z pomieszaniem dwóch odrębnych wskaźników finansowych. Pierwszy to tak zwana marża odsetkowa będąca różnicą między przychodami z tytułu oprocentowania aktywów bankowych i kosztem odsetek zapłaconych klientom, którzy w bankach ulokowali swoje środki pieniężne, odniesioną do średniej wielkości aktywów bankowych. Drugi to marża kredytowa będąca — ogólnie rzecz biorąc — różnicą między faktycznym oprocentowaniem kredytu a wielkością używanego w danym systemie bankowym wskaźnika referencyjnego.

Pierwszy z tych wskaźników, czyli marża odsetkowa, zależy od wielu czynników makroekonomicznych, na które banki mają niewielki lub żaden wpływ. Kluczowy jest poziom stopy procentowej ustalanej przez bank centralny, a w naszym przypadku przez RPP. Stopa ta od wielu miesięcy wynosi 5,75 proc. Jak wiadomo, przy określaniu jej poziomu RPP uwzględnia poziom inflacji zarówno bieżącej (ostatnio 5,3 proc.), jak też oczekiwanej. Nie jest moją kompetencją ocenianie jej decyzji, ale trzeba odnotować, że poziom realnej stopy procentowej (około 0,5 proc.) nie jest drastycznie wysoki. Stopa NBP jest punktem odniesienia dla poziomu oprocentowania na rynku międzybankowym w Polsce. W IV kw. 2024 r. najważniejszy z tych wskaźników, czyli tak zwany WIBOR 3-miesięczny, wynosił 5,85 proc., a zatem zaledwie o 0,1 proc. powyżej stopy NBP. W strefie euro poziom stopy EBC to 2,9 proc., a zatem połowa stawki polskiej.

Jednocześnie mamy do czynienia z istotnie niższym średnim oprocentowaniem środków ulokowanych w bankach przez klientów. Wynika to z faktu, że tylko część z nich jest depozytami terminowymi, których oprocentowanie kształtuje się w granicach 4-7 proc. Znaczna część środków to rachunki bieżące, które są nieoprocentowane lub oprocentowane na niskim poziomie. W sytuacji gdy ogólny poziom stóp procentowych w Polsce jest dwa razy wyższy niż w strefie euro, przekłada się to na wyższą różnicę między średnim oprocentowaniem kredytów a średnim oprocentowaniem środków klientów. Dlatego tak zwana marża odsetkowa jest obecnie w Polsce wyższa niż w strefie euro. Prognozowana obniżka stopy NBP spowoduje stopniowe zmniejszanie tej marży i różnicy w stosunku do marży w strefie euro.

Marża kredytowa w umowach kredytowych o zmiennym oprocentowaniu to stała stawka powyżej stopy referencyjnej rynku międzybankowego (np. powyżej WIBOR-u). W umowach o stałym oprocentowaniu jest ona zaszyta w ustalonej stawce na dany okres jej obowiązywania (z uwzględnieniem kosztu zabezpieczenia tej stopy na wypadek przedterminowej spłaty). Według danych NBP marża kredytowa w 2024 r. wynosiła 1,5-2,1 proc. Trzeba przy tym pamiętać, że istotnym jej komponentem jest podatek bankowy wynoszący 0,4 proc. Rzeczywista marża kredytowa netto wynosi zatem 1,1-1,7 proc. W przypadku kredytów hipotecznych była ona nawet nieco niższa. Według danych z Raportu AMRON _ SARFIN 4/2024 średnie oprocentowanie kredytów hipotecznych wynosiło 7,4 proc., co po odjęciu WIBOR-u 5,85 proc. daje marżę 1,55 proc., a po uwzględnieniu podatku bankowego około 1,1 proc.

Porównując te wielkości ze wskaźnikami krajów strefy euro, należy dodatkowo wziąć pod uwagę dwa istotne czynniki. Pierwszy to udział kredytów hipotecznych o stałym oprocentowaniu. Jak wiadomo, do niedawna udział ten w Polsce był niski, podczas gdy w strefie euro był dominujący. Oznacza to, że w portfelu hipotecznym strefy euro występuje znaczący komponent kredytów udzielonych w okresie zerowych, a nawet ujemnych stóp EBC. Oznacza to, że mimo dodatnich marż zaszytych w stopach stałych ich bezwzględny poziom był bardzo niski. To zapewne tłumaczy, dlaczego obecnie różnica między tymi stopami a oprocentowaniem depozytów jest bardzo niewielka (Francja 0,14 proc.) lub nawet ujemna (Malta minus 0,65 proc.). Jak wiadomo, w Polsce kredyty na stałą stopę uruchomione zostały na szerszą skalę w ostatnich trzech latach, a zatem po okresie utrzymywania przez RPP stopy na poziomie 0,1 proc. Drugi, trudny do zwymiarowania czynnik to wielkość prowizji. Jak wiadomo, w Polsce poziom prowizji bankowych jest ogólnie niski (np. w stosunku do PKB). W krajach euro jest on znacznie wyższy. Nie można więc wykluczyć, że w przypadku kredytów hipotecznych niższe marże są tam częściowo kompensowane wyższymi niż w Polsce prowizjami.

Na zakończenie kilka uwag na temat tego, czy marża odsetkowa może być w Polsce niższa i od czego to zależy. Wszystko wskazuje na to, że w perspektywie kilkunastu miesięcy rozpocznie się proces jej spadku w związku z przewidywanymi obniżkami stopy NBP. Jej poziom ma kluczowe znaczenie dla wielkości ogólnej marży odsetkowej. Jeśli stopa referencyjna NBP ulegnie zmniejszeniu, to obniżą się wskaźniki referencyjne na rynku międzybankowym (WIBOR lub jego następca), a w ślad za nimi różnica między oprocentowaniem kredytów i środków klientów. Jeśli chodzi o marżę kredytową, to czynnikiem, który mógłby spowodować jej obniżenie, byłaby postulowana od lat przez środowisko bankowe zmiana formuły podatku bankowego. Chodzi o to, aby nie obciążał wprost aktywów kredytowych, lecz określone kategorie pasywów lub został ujęty w podwyższonej dla sektora stawce podatku CIT i stał się obojętny dla kredytów. Osobna kwestia to postulowana od lat redukcja ryzyka prawnego obciążającego banki, które wymusza budowanie buforów na istniejące i potencjalne zagrożenia destabilizacji stosunków zobowiązaniowych. Ale to już temat na osobny artykuł.

Tekst ukazał się w „Pulsie Biznesu”